wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 4.

Znowu miała na sobie błękitną sukienkę

 Zauważyła, że ma również czarny płaszcz, dokładnie taki sam jak miał jej przeciwnik. Stała na środku polany lecz to nie było to samo miejsce, w którym była jeszcze chwile temu.. Nie wiadomo jak się tam znalazła.Kapelusznika nigdzie nie było, a przecież to on rozpętał to wszystko. Dźwięk zbroi rozproszył ciszę.  Pojawiło się wojsko kart z włóczniami. Ich zbroje wybijały równy rytm. Oto kolejne marzenie... Musiała uciekać aby uratować życie. Lubiła adrenalinę, chociaż muszę przyznać, że na co dzień była dosyć spokojna. Zaczęła biec w stronę szybko rosnącego lasu. Było to daleko, a las wydawał się z każdym krokiem oddalać. Nie mogła dalej biec, zmęczone mięśnie jej na to nie pozwalały, ale pojawił się czarny koń. To był Brego, z jej ulubionego filmu. Szybko dosiadła zwierzę i pojechała w stronę schronienia. Brego to bardzo szybki koń. Momentalnie znaleźli się przy lesie. Wydawało się, że gdzieś zgubili wojsko kart. Odetchnęła z ulgą. Czuła niezwykłe szczęście, gdyż nic już nie zagraża jej bezpieczeństwu. Założyła kaptur na głowę i dały się słyszeć znajome dźwięki, to znowu armia... Niestety chaszcze były zbyt gęste żeby mogła tam pojechać. Zsiadła z konia, pogłaskała go i wyszeptała
-Dziękuję przyjacielu.
 Po czym wbiegła do lasu. Gęsto rosnące rośliny Poszarpały i podarły jej ubrania, ale to nic, musiała jakoś ratować życie. Biegła między drzewami, słysząc coraz głośniejszy rytm stali. Było ciemno, dziewczyna biegła na oślep, schroniła się za dużym drzewem, liczyła na chwilę odpoczynku, miała nadzieję, że bieg już się zakończył jednak jeden z żołnierzy rzucił stalową włócznię, a ta zadrapała prawą rękę naszej bohaterki. Nie zadawałyśmy  sobie sprawy, że w tym śnie może jej się stać jakakolwiek krzywda- a jednak. Cóż miała zrobić? Ścisnęła ramię z wielkim bólem i pobiegła dalej. Rana bardzo krwawiła, czuła jak po palcach spływa jej krew. Resztkami sił wybiegła z boru, który natychmiast spłoną, zabierając ze sobą mordercze wojsko. Anet krztusiła się dymem, ale nie miała siły żeby postawić chociaż krok. Padła na kolana ze łzami w oczach, widziałam jak  bardzo żałuje, że tu jest. Jej sukienka nie była już tak piękna, jak parę chwil temu. Teraz przyozdabiały ją małe plamki krwi. Dym zaczął coraz bardziej zajmować jej płuca. Chciałam podbiec do niej, ale niewidzialna ręka nie pozwalała mi się ruszyć. Kaszlała, starając się odsunąć od ognia, ale nie udało jej się... Osunęła się na ziemię nieprzytomna. Płomienie rozprzestrzeniały się, również w kierunku Anet. Jeszcze moment i strawi ją piekielny ogień, który sama na siebie ściągnęła.

___________________________________________________________________________

Śmierć będzie dla nas poważną stratą... Spoczywaj w pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz