niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 6.

Widziałam jak bardzo się męczyła.. Myśli nie dawały jej ani chwili spokoju. Pierwsze promienie słoneczne wdarły się przez okienko. Dziewczyna od razu wstała. Na końcu chatki siedziała Stella i przenikliwym spojrzeniem, patrzyła na każdy jej najmniejszy ruch. W końcu powiedziała:
- Jesteś nadzieją...- nagle urwała jakby sobie coś przypomniała.
-Ja... ja jestem we śnie- odpowiedziała niepewnie Anet.
-Między snem, a rzeczywistością jest cienka granica- uśmiechnęła się słabo.
Przed chwilę panowała cisza.
-Muszę odnaleźć Kapelusznika- w końcu powiedziała dziewczyna.
Elficka dziewczyna nadal ilustrowała każdy jej ruch. Nie ufała jej... Trudno się dziwić w czasach, w których teraz przebywała Anet, nie można było nikomu ufać.

~

Aura tego miejsca jest co najmniej dziwna. Panowała cisza przed burzą. Napięta atmosfera, sugerowała, że ma wydarzyć się coś wielkiego i że obawiali się tego co ma nadejść. Nikt nie miał też odwagi powiedzieć na głos, co to ma być. I kim jest Czarny Kruk ? Jaką tajemnicę ze sobą niósł? Czy Kapelusznik coś o nim wiedział? Czy  Jego miał  na myśli, mówiąc, że marzenie dziewczyny są ich ratunkiem ? Pytania bez odpowiedzi są gorsze, od najgorszej prawdy, którą skrywają. "Lepiej żebyś nie wychodziła dzisiaj z chatki, ręka wciąż może boleć" powiedziała jej rano Stella, jednak dziewczyna wiedziała, że ta wypowiedź ma drugie dno. I na pewno nie chodzi o jej rękę...

~




Wieczorem zaczęły grać lutnie, flety, skrzypce, bębny. Przywoływana dźwiękami wyszła z chatki. Elfy świetnie się bawiły ,tańcząc w ogromnym kręgu, wokoło ogniska.



Rana się prawie zagoiła. Dziewczyna usiadła z boku, nie chciała rzucać się w oczy. Nie chciała nikomu psuć zabawy, a przy niej Elfy milkły i powietrze wypełnione strachem-dusiło. Nie miała ochoty na zabawę. Nagle pojawił się ON. Serce mocniej zaczęło bić, a rój motyli  mówił sam za siebie. Chłopak chciał zaprosić bohaterkę do tańca, ta jednak odmawiała, w końcu udało mu się ją namówić na jeden taniec.
-Jeżeli teraz mi odmówisz, nie dam Ci spokoju- powiedział, patrząc jej w oczy.
 Wszyscy zaczęli tańczyć ich rytualny taniec i mimo, że Anet nie umiała go tańczyć, robiła to jakby tańczyła całe życie. Świetnie się bawiła, chciała żeby ten moment trwał wiecznie. Błysk ognia, muzyka, śmiech, beztroska.
Lain i Anet tańczyli na środku okręgu, inny odłączali się powoli. Oni jednak zajęci sobą, nawet tego nie zauważyli. Tańczyli i tańczyli, w rytm tej samej piosenki. Nie odczuwali zmęczenia, a licealista przestała walczyć z uczuciem, nie dała rady, to zbyt silne. Była w pełni szczęśliwa.Jakby wszystko inne przestało istnieć. Nie widziała świata poza jego oczami. Muzyka zwolniła, on objął ją w talii, obrócił i przyciągnął do siebie, wziął za ręce i stojąc za nią, przytulił ją w taki sposób, jakby była największym skarbem. Kołysali się w rytm muzyki.
-Masz taki piękny uśmiech- Szepnął jej do ucha, wtulając się w zagłębienie u podstawy szyi.
Widziałam jak się czerwieni, sprawiło jej to radość, ale nic mu nie odpowiedziała.
 Melodia znowu przyspieszyła, dali się porwać muzyce. W końcu tańce dobiegły końca. Gwiazdy rozświetlały bezchmurne niebo.



 Nie zdążyli nawet wejść do chaty, kiedy rozległ się alarm.
-Czarny Kruk !!!- krzyczały Elfy. Zapanował chaos i krzyki paniki wypełniły powietrze. Czarny Kruk  okazał się być tą samą zjawą z polany.



Ten sam, z którym dziewczyna walczyła. On zawsze wszystko psuł. Gwiazdy zniknęły, pojawiły się chmury, przez, które lekko przebijał  blask księżyca. Wszystkie Elfy rozbiegły się i ukryły. Anet widziała,że jest tutaj z jej powodu,jej przeznaczeniem było unicestwienie zła. Dotarło to do niej. Nie była tutaj pierwszy raz. Wszystko zaczęło się układać, a wspomnienia układać. Była tutaj jako mała dziewczynka. Bawiła się z Kapelusznikiem, a potem on nie pozwolił jej więcej przychodzić.. Mówił, że tu nie jest już bezpiecznie, ale obiecał, że jeszcze się zobaczą... Zapomniała, a teraz życie Elfów jest w jej rękach. Zobaczyła ścieżkę wyprowadzającą z wioski. Ruszyła w jej kierunku, zatrzymała się, ostatni raz spoglądając na jej marzenie.



 Zaczęła biec ile sił w płucach. Zobaczyła  ścianę z trawy. Pierwszym impulsem ruszyła ku niej.  Zakochany Lain nie mógł pogodzić się z myślą,że cokolwiek ją skrzywdzi, pobiegł wiec za nią. Przerażenie, które panowało zarówno w niej jak i w nim było ogromne.  Nie tylko bali się śmierci, najbardziej bali się, że coś  stanie się tej drugiej osobie. Serce wypełniał paskudny ból.  Ona specjalnie odciągnęła czarnego pana od wioski, nie chciała nikogo narażać  na niebezpieczeństwo, a już w szczególności Jego. Dobiegła do ściany, ale wolała się schronić w krzakach obok ściany. Próbowała unormować oddech. Strach ją wypełniał.  Leżąc zobaczyła cień i dół płaszcza, wiedziała, że ją znalazł, jednak łudziła się, że nie wpadnie na pomysł, że schowała się w krzakach. Czuła już na sobie ostrze przeciwnika. Zalała ją fala smutku, rozczarowała Kapelusznika, Elfów- wszysctkich, którzy pokładali w niej nadzieję.  Wstrzymała oddech, panowała idealna cisza, coś dotknęło jej ramienia, lekko podskoczyła. Odetchnęła z ulgą, to był Lain. Zaskoczona, cieszyła się, że go widzi.
-Nie powinno cię tu być...-wyszeptała drżącym głosem.
Leżał tuż obok niej, przytulił ją.
-Wszystko będzie dobrze.- pocałował ją w czoło. -Posłuchaj mnie. Pobiegniesz teraz do ściany, tam jest drabina, jedyna ucieczka... Ja odciągnę uwagę Lucyfera.
-Nie! Nie zgadzam się, nie zostawię Cię same....- przerwał jej gorącym pocałunkiem. Ich wargi idealnie do siebie pasowały. Popatrzyli na siebie, a ich usta  znowu złączyły się w namiętnym  pocałunku. To była najpiękniejsza chwila w jej śnie. Po policzku spłynęła jej jedna, jedyna łza, to już koniec. Więcej go nie zobaczy... Zrobiła co kazał, szybko wybiegła zza zarośli. Złapała pierwszy szczebel drabiny....  Poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach. Nie chciała iść. Usłyszała za sobą dźwięk stali, bała się odwrócić. Przeszła kilka szczebli, dostrzegła Kapelusznika, który przybył z odsieczą. Spojrzał na nią wzrokiem, w którym jest tyle żalu... Zawiedzenia...
-Przepraszam....-powiedziała do niego bezgłośnie.
Po jego policzkach popłynęły łzy. Został sam... jedyna nadzieja właśnie odchodzi... Stanął ramię w ramię z Lainem przeciwko zjawie...

 Anet, wspinała się po trawie, rosnącej na ścianie z ziemi. Nie miała siły, ale uczucie pomogło jej wdrapać się na poziom gdzie była ostatnia drabina. Trzęsły jej się ręce, słyszała tylko uderzenia miecza i bicie serca, wolała nie patrzeć. Szła .... już prawie była na końcu drogi, widziała mały tunel. Spojrzała w dół... Zjawa wygrywała... ON spojrzał czy ona jest bezpieczna.. Ich oczy się spotkały...  To było ich ostatnie spojrzenie... Wyszła z tunelu, z króliczej nory. Nie mogła powstrzymać łez, płynęły strumieniami. Pożałowała, że uciekła. Wolała zostać tam z NIM. Krztusiła się własnym płaczem. Spojrzała jeszcze raz w dół i krzyknęła "Kocham Cię ! ". Jej głos przepełniony był smutkiem, żalem i płaczem.
 Dół jednak pozostał dołem, portal został zamknięty a ona sama wybudziła się z magicznego snu...



____________________________________________________________________________

Przeżyłeś/przeżyłaś.... tylko czy można żyć bez miłości ? Żyjesz ciałem, ale dusza umarła...