wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 3.



W jednej sekundzie zniknęło wszystko. Nie było gitary,ani sceny,  a ona sama upadła na ziemię. Dosyć mocno się uderzyła, zdezorientowana, powoli wstała.Wszyscy byliśmy mocno zszokowani, tym co się stało. Obydwie zauważyłyśmy, że postacie gdzieś zniknęły.Okazało się, że została kompletnie sama. Na niebie znowu pojawiły się złowrogie chmury. Rozglądała się wokoło. W końcu dostrzegła rysy postaci podobnej do człowieka. Miał na sobie czarny płaszcz do ziemi i kaptur na głowie.

 Czyżby Szalony Kapelusznik chciał spełnić jej kolejne marzenie o heroicznej walce dobra ze złem? Wygląda na to, że tak. On jest na prawdę szalony...
Jej sukienkę zastąpił, śnieżnobiały, przylegający do ciała kostium. Obok jej nogi leżała maska oraz miecz. Założyła maskę, mocno chwyciła miecz i przybrała bojową pozę, dziewczyna czekała na ruch przeciwnika. Spod jego czarnego płaszczu, błysną wielki miecz. Przeciwnik szybko zmierzał w jej stronę, pewnym krokiem. Anet poczuła narastający w niej strach, przerażenie, stres,ale również pewność siebie, swoich ruchów, spełniało się jej marzenie, więc zagościły głęboko skrywana radość oraz satysfakcja. Podniosła ku niebu miecz, zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech, zaufała sile broni, sile jej umysłu.
-Ufam Tobie Boże... - tyle zdążyła powiedzieć kiedy zło uderzyło jakby się mogło wydawać całą swoją siłą o miecz bohaterki. Lekko straciła równowagę, ale szybko się pozbierała. Biegnąc na przeciw tajemniczego przeciwnika zadała cios. Niestety nie był on celny. Walka była zacięta. Zaczął padać deszcz. Anet traciła siły,postać zadała bardzo mocny cios. Dziewczyna upadła w błoto, wypuszczając miecz. Nie mogła się podnieść. Wiedziała, że musi znaleźć w sobie resztki sił. Mobilizowała się, ale widziałam, że nie jest jej łatwo.Strach, który w niej był, opanował jej całe ciało. Mimo deszczu zauważyłam łzy na jej brudnych policzkach. Wiedziała, że jeżeli teraz się podda, nigdy nie spełni swoich marzeń i zginie we śnie.  Zebrała się w sobie, wstała, wzięła miecz. Mocno zdeterminowała, kroczyła w stronę pana w kapturze. Jej ubranie nie było już śnieżnobiałe, cała brudna zrzuciła maskę, deszcz spłukał błoto z jej twarzy. Z pełną siłą ruszyła na przeciwnika. Znalazła jego słaby punkt i wykorzystała go.  Człowiek padł na kolana,a Anet miała właśnie zadać ostateczny cios, jednak on rozpłynął się jak mgła... Przecięła mieczem powietrze, po czym upadła. Wykończona rozejrzała się wokół siebie. Ludzie, zwierzęta, wszyscy powoli wyglądaliśmy ze swoich kryjówek. Bardzo powoli z nich wychodziliśmy. Niebo wciąż było szare, ale deszczu już nie było. Podszedł do niej Kapelusznik. Na jego twarzy malowała się dziwna pustka, jakby był nieobecny duchem. Uśmiechną się słabo.
-Jesteś o wiele mniej bardziej niż byłaś kiedyś... Słabniesz... - wyszeptał tajemniczo.
Anet podniosła się z ziemi, jeszcze raz rozejrzała się i spytała.
-Ja już tu byłam prawda?... - to był ledwo słyszalny szept.Kapelusznik lekko skiną głową w odpowiedzi.
Spojrzała na nas.
-Jesteś naszą nadzieją Anet. Twoje marzenia są naszym ratunkiem...

_____________________________________________________________________________

Koszmar właśnie się zaczął. Nawet nie wiesz jakie piekło rozpętałeś/rozpętałaś. Możliwe, że już nie obudzisz się z tego snu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz