środa, 6 listopada 2013

Rozdział 10.

Z szoku wyrwał ją dźwięk gwizdu z czajnika. Oszołomiona wyłączyła kuchenkę i usiadła na kuchennym blacie. Co ma teraz zrobić? Wie, że powinna wziąć się w garść, ale  nie wie jak. Możne najpierw coś przyziemnego, coś ludzkiego, jak na przykład przebranie się. Założyła dresy i luźny top. Czy będzie miała problemy skoro nie poszła do szkoły ? To mało istotne w tym momencie. Zastanawiała się, jak to co się dzieje w jej głowie może wpłynąć na jej życie, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie chciała się z nikim widzieć. Po paru minutach znowu zadzwonił. Poirytowana dziewczyna poszła otworzyć natrętowi. Niall... co za miła niespodzianka..Szkoda, że nie w porę.
-Cześć...- powiedział cicho chłopak. - Anet... dobrze się czujesz?- zapytał z rezerwą.
-Tak wszystko Ok, przyszedłeś zapytać, czy wszystko u mnie w porządku ?
-Nie.. Tak... Znaczy nie, przyszedłem, bo mam wiadomość dla ciebie, ale nie wyglądasz najlepiej...
-Dzięki za komplement.
-Jesteś cała czerwona, nie masz gorączki ?
Nastolatka podeszła do lustra, a jej  odbicie wyglądało jakby miała 40 stopni gorączki, ale przecież nie było jej ani zimno, ani za ciepło. Tymczasem chłopak zdążył wejść do mieszkania.
-Auć- wyrzucił z siebie.
-Co je....?- dziewczyna nie dokończyła nawet pytania, cała zesztywniała.
-Anet, co tu się dzieje do cholery ?!
-Ja....
-Ty ! No właśnie. Ty to zrobiłaś ?- zdenerwowany pokazuje dziewczynie poparzoną od klamki dłoń.
-Nie ! Nie wiem... Daj opatrzę ci ją.
-Jak to nie wiesz?! - wrzeszczał, gdy ona poszła do apteczki po maść na oparzenia.
Niall usiadł przy stole i oglądał rękę. Za chwilę dołączyła do niego pani domu. Chciała otworzyć opakowanie, w którym była maść, ale gdy wzięła je do ręki, po prostu się stopiło.... Zakryła dłonią usta, a jej oczy napełniły się łzami.
-Co jest kurwa?- wydukał gość.
-Ja na prawdę nie wiem, bardzo cię przepraszam...
-Może czas sobie coś wyjaśnić, nie przyszedłem tutaj bez powodu. Najpierw zgaś te żywe pochodnie w zimnej wodzie, sam sobie poradzę z tym.- uniósł zranioną dłoń.

~

-Czyli masz swoją krainę jak z bajki i sama ją niszczysz, a ja jestem tam jako Lain, wychowały mnie elfy, uratowałem cię razem z Czapkarzem...
-Kapelusznikiem.
-Kapelusznikiem... i wszystko co się dzieje, przenosi się na codzienne życie, dlatego masz guza na głowie, zmieniasz kolor oczu i parzysz, gdy jesteś wściekła.
-Mniej więcej tak..
-To dlaczego, ja tego do cholery nie pamiętam ?!
-Twoje drugie "ja" ci nie pozwala...
-To chore, wiesz o tym ?
-W pełni zdaję sobie z tego sprawę.
-Powinnaś się leczyć.
-To jak wytłumaczysz to, że zawsze ci się śni to samo !
-Uspokój się, bo przerażasz mnie.
-Czym znowu ?!
-Proszę spójrz w lustro... - powiedział głosem przepełnionym strachem.
Anet gwałtownie wstała i podeszła do lutra.
Jedyna reakcja to krzyk.




-Skoro to wszystko dzieje się dlatego, że niszczysz swój wymyślony świat, to czas to przerwać.
-Jak ?
-Połóż się spać.
-Niall... Boję się, co tam zastanę...
-Nie bój się... Będę tutaj cały czas.


~

Powoli otwiera oczy, rozgląda się na boki. Och, no tak, jest w tym rowie. Ostrożnie podnosi się z ziemi i wydostaje się z pułapki. Nie ma pojęcia gdzie jest. Skoro biegła przed siebie, to może wrócić tą samą drogą. Chyba coś się zmieniło od ostatniej wizyty. Wszędzie jest.... pusto. Nie ma ludzi ani zwierząt. Rośliny wydają się trwać w jednym miejscu, jakby dawno się nie przemieszczały. Zaraz będzie ciemno, a ona nie ma schronienia. Nic dzisiaj nie zdziała, pora się budzić. Położyła się na trawie i zamknęła oczy, czuła, że zaraz znowu wróci do rzeczywistości.
-Proszę, proszę, kto się zjawił ?- z powrotu nici, znajomy głos wyrwał ją z Ziemi.
Podniosła się na łokciach. Wydała z siebie westchnienie ulgi, gdy zobaczyła znajomą twarz.
-Lain..
-Nawet kojarzysz fakty, imponujące.
-Przepraszam, że ...
-To ty umiesz przepraszać, jestem pełen podziwu dla jaśniepani!
-Czy wszystko dobrze?- zapytała niepewnie, podnosząc się z ziemi.
-Naszego świata już niedługo nie będzie, a ty pytasz, czy wszystko dobrze ?! Zostawiłaś nas ! Jak tchórz uciekłaś, gdy dowiedziałaś się czym jesteś. TAK ! To ty jesteś tym potworem, który zabrał korzenie kwiatom ! Teraz już nigdzie i nigdy nie pójdą. Ty jesteś tym czymś, co napadło na naszą wioskę...
-Lain, proszę cię wysłuchaj mnie ! - wstrząsną nią szloch.
-Nie ! Już dosyć ! - odwrócił się i zaczął się oddalać.
-Ty nie rozumiesz ... - chwyciła go za rękaw.
-Zostawiłaś nas na śmierć ! - wyrwał się, chwycił jej nadgarstek i mocno ścisną. W oczach Anet znowu pojawiły się łzy. To bardzo bolało.
-Puść mnie ! Sprawiasz mi ból !- skowyczała.
-Zasłużyłaś na niego- puścił ją, a ona upadła. - Teraz jesteś dla nas niczym. Możesz odejść i nigdy nie wracać...
-To moja kraina- rozpacz i gniew szalał w dziewczynie.- I nie zamierzam jej zostawić.
-Już to zrobiłaś ! Zostawiłaś krainę i jej mieszkańców na śmierć ! Zostawiłaś mnie....
-Nigdy was nie zostawiłam, a w szczególności ciebie....- wyszeptała.
-Tak długo cię nie było... Czekałem na ciebie jak głupi, wierząc, że wrócisz, że wygramy i  końcu będziemy razem... A Kapelusznik... czekał dzień i noc... Jesteśmy tacy naiwni...
-Lain... Przyszedł Niall, miał dla mnie wiadomość, ale poparzyłam go, nie wiem jak.
- Ja wiem...
-Powiedz mi- nalegała, ale chłopak zaczął się oddalać.-Musiałam sobie poradzić z tą sytuacją..
-Ty musiałaś sobie poradzić, a Kapelusznik nie żyje !!! I to przez Ciebie !!
- Co ?....
-Lucyfer go spalił.........

_______________________________________________________________________________

W ciul czasu mnie nie było, aleee ... Mam betę ! Od dzisiaj przy blogu będzie mi pomagać Andżelika xx


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 9.

Człowiek wychowany przez Elfy, czy człowiek, na którego wpadła na ulicy ?Nie była już pewna, kto siedzi przy stoliku. Nie była pewna niczego.



Wpatrywała się w znajomą postać jeszcze dłuższą chwilę. To było dla niej za dużo. Wstał i szedł w jej stronę. Anet chciała się wydostać z pomieszczenia, które nagle stało się w jej oczach mniejsze. Przesuwała się po ścianie aż natrafiła na drzwi. Dłonią szukała klamki, ale nie odrywała wzroku od ciemnych oczu, w których tak chciała utonąć. Zatrzymał się.
-Nie odchodź...- powiedział
Nic nie odpowiedziała, znieruchomiała.
-Proszę..-wyciągną do niej rękę.
Jeżeli miała się czegoś dowiedzieć, musiała zostać. Podała mu rękę i zobaczyła w cieniu jego lekki uśmiech. Zaprowadził ją do stolika.
-Nie powinno cię tu być..- jego uśmiech zastąpiła teraz troska i zmartwienie.
-Ale jestem Niall i chcę żebyś mi powiedział co się dzieje- odważyła się i ujęła jego ręce w swoje mniejsze.
-Niall nic nie wie, tylko się domyśla
-Przecież jesteście jedną osobą! - wykrzyczała i wstała.-To niedorzeczne..
-To nie jest takie proste- wstał i gestem dłoni próbował ją uspokoić.
-Ach tak... I uważasz, że nie pojmę tego, co tutaj się dzieje? -poczuła się urażona
-Nie to miałem na myśli, a teraz usiądź i mnie posłuchaj - odsunął jej krzesło.
Zdenerwowana usiadła aby dowiedzieć się czegoś więcej.
-Jestem jego snem... Ale wymazuje to co się tu dzieje i wstawiam ten sam obraz... Nikt nie może się dowiedzieć, że istnieje świat snów- nasza kraina czarów.
-Skoro ja wiem, to znaczy, że jestem wam potrzebna. Stella mówiła, że jestem waszą nadzieją...
-Wmawiają to sobie, bo to ty stworzyłaś nasz świat, gdy byłaś mała. Odwiedzałaś nas codziennie... a potem... zapomniałaś o nas i nastały ciężkie dni. Gdy wróciłaś, Kapelusznik o mało nie posiadał się z radości, gdyż twoje marzenia są naszym wybawieniem.
-Wybawieniem ? Od czego ?
-Wiesz przecież... -spuścił głowę
-Skąd on się tutaj wziął?
-Legendy mówią, że urodziła go nasza ziemia, ale tylko nieliczni znają prawdę.
-Jaką prawdę? - dopytywała Anet, a ścisk w jej żołądku ledwo pozwolił jej usiedzieć.
-Nie powinienem...
-Jaką prawdę?! -podniosła głos.
-Ty jesteś Lucyferem..- podniósł smutne oczy i spojrzał na nią z wielkim bólem.
Dziewczyna poderwała się z miejsca. Jej oczy przepełniało przerażenie. Jak ona mogła być takim czymś?! To niemożliwe. To nie prawda. Skierowała się w stronę wyjścia, ale szok nie pozwalał jej iść. Zataczała się podtrzymując się ściany. Chłopak od razu zareagował. Chwycił ją za łokieć
-Nie dotykaj mnie ! -krzyknęła i wyrwała się. -Jestem potworem...- mówiła jakby do siebie, a jej oczy napełniały się łzami. Wybiegła z domku, mijając zdezorientowanego Kapelusznika.
Biegła przed siebie, to jej pomogło pozbyć się nadmiaru emocji. W pędzie nie zauważyła wielkiego rowu, a gdy go spostrzegła było już za późno. Przeturlała się po zboczu i mocno uderzyła głową o kamienie. Ogłuszona nie mogła się ruszyć. Ledwo otworzyła oczy, ale światło ją oślepiało. A potem była już tylko ciemność i stłumione głosy.

~

Uniosła powieki. Obudziła się na podłodze w swoim pokoju. Bolała ją głowa. Na pewno będzie miała guza.
-Kim ja jestem...?
Wstała, nastawiła wodę na herbatę. Nie pójdzie dzisiaj do szkoły. Nie jest w stanie. Włączyła laptopa, chciała dowiedzieć się czegokolwiek, ale nie wiedziała od czego zacząć. Jej palce odruchowo wystukały w wyszukiwarkę "Co to Czarny Kruk?"
 Wyskoczyły jej miliony stron ornitologicznych, nic, nic, jedno wielkie nic. Miała się poddać, ale coś przykuło jej wzrok. Kliknęła.



"Twoje sny-Twój Świat"
Powitalny tytuł tylko wzbudził jej ciekawość. To był blog dziewczyny, która opisuje krainę, do której udaje się we śnie. Chociaż komentarze pod jej opisem wskazywały na to, że dziewczyna jest wariatką, Anet spisała numer telefonu i wzięła komórkę.
Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Trzeci sygnał.
-Halo?-odpowiedział jej piskliwy głosik.
-Cześć, czy dodzwoniłam się do.... Perrie Anderson?
-Nie, to moja chora siostra, już ją daje
Cisza w słuchawce...
-Halo? Kto mówi?-tym razem usłyszała lekko zdenerwowany niższy głos
-Yyy, cześć, jestem Anet, przed chwilą przeczytałam twojego bloga i...
-Jeżeli masz coś ciekawego do powiedzenia to przejdź do sedna, nie jestem chora-przerwała jej osoba po drugiej stronie.
-Nie, poczekaj, ja.. chciałabym ci zadać parę pytań.W tej chwili jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc.
Cisza.
-Proszę.. -Anet ledwo powstrzymała narastający w niej szloch.
-Dobrze.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
-Ja... Mam dziwne sny. Mam swoją krainę, w której uważają mnie za swoją nadzieję. Sny są bardzo realistyczne, a co najważniejsze wszystko co się w nich dzieje przenosi się na realne życie. Rano obudziłam się z guzem, którego nabiłam sobie we śnie. Ja ci wierzę... Perrie, potrzebuję twojej pomocy.
-Postaram się zrobić co w mojej mocy.
-Powiedz mi, czym jest "Czarny Kruk" , w blogu pominęłaś kwestię wyjaśnienia tego.
-Muszę kończyć, przepraszam.
-Nie proszę nie rób tego !
Niestety rozłączyła się. Załamana Anet poszła się ubrać. 10 minut później zadzwonił jej telefon.
-Halo?
-Perrie Anderson. "Czarny Kruk" jest częścią ciebie- zaczęła bloggerka.
-Słucham ?
-Ty jesteś Lucyferem. Jeżeli długo nie odwiedzasz swojej krainy, oddajesz ją ciemniejszej części siebie, aby ta ją zniszczyła. Wtedy zabije wszystkich i wszystko. Moja kraina już nie istnieje... Jedyny sposób to walka sama ze sobą. Nie przegraj jej. Ja swoją przegrałam...
Nastolatka musiała usiąść. Wypuściła telefon z ręki. Wmurowało ją po raz kolejny. Ona sama niszczy to co kocha.

_____________________________________________________________________________

Kim jesteś? Kim jesteś, żeby zabijać to co stworzyłeś? Jesteś nikim.
Możesz stoczyć walkę, ale czy masz tyle odwagi ?

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 8.

To wszystko wydawało się tak nieprawdopodobne. Nie mogła tego ignorować.
-Proszę wejdź do środka, wydaje się, że musimy porozmawiać- powiedziała dziewczyna chłodnym tonem.
Chłopak wszedł za nią. Zrobiła herbatę i usiedli na przeciwko siebie przy stole.
-Opowiedz mi twoje sny- zaczęła.
-O co tutaj chodzi?- dopytywał
-O coś ważnego...
Niall dał się przekonać i opowiedział sny. Każdy był identyczny. Ten sam motyw-czarny kruk zamieniający się w zjawę w czarnym kapturze. Walczy z Kapelusznikiem, a w oddali biega jakaś dziewczyna.  Krzyczy tylko "Czarny Kruk". Tak jakby ostrzegała innych, ale nikogo prócz nich nie było...
Widząc zmartwioną minę Anet, Niall zapytał:
-Ty wiesz o co chodzi prawda?
-Ja... Mam bardzo podobne sny..- powiedziała nieufnie.
-Proszę powiedz mi - nalegał i położył swoją dłoń na jej dłoni. Przebiegł ją dreszcz.
-Późno już- chciała go zbyć. Odsunęła dłoń i odwróciła głowę.
Chłopak wstał bez słowa i wyszedł. Anet długo siedziała w bezruchu. W głowie miała totalną pustkę. Poruszyła się dopiero gdy zegar wybił 12. Cała zesztywniała. Nawet się nie przebrała, po prostu się położyła. Gdy tylko zamknęła oczy- rzeczywistość zniknęła.....
Opierała się o coś miękkiego, otworzyła oczy i od razu pożałowała, że to zrobiła. Siedziała pod wielkim grzybem, a wokoło niej biegały karty ze swoimi ostrymi włóczniami. Odruchowo złapała się za ramię. Ziemia się zatrzęsła... W oddali słychać było okropny ryk. Ziemia drżała coraz bardziej.. Poczuła, że musi uciekać, ale to był jeden z jej największych błędów. Wybiegła spod grzyba i zamarła. Prosto na nią biegła bestia wielka jak góra. Szczerzyła tysiące swych ostrych zębów.


Nie mogła się ruszyć, sparaliżowana panicznym strachem. Bestia była coraz bliżej. Zamknęła oczy, jak miała zginąć to w ciemnościach. Nagle poczuła jak coś przewala ją na bok i traci równowagę. 
-Co robisz szalona ?! - krzyknął głośno znajomy głos.
Nie odezwała się, odwróciła twarz w stronę głosu. Zobaczyła starego przyjaciela. Gdy ją rozpoznał, gniew zniknął, a pojawił się ogromny smutek. 
-Nie powinno cię tu być- powiedział nieobecnym tonem.
-Ale jestem...
-Chodź, ktoś cię oczekuje.
I ruszyli wzdłuż znajomej ścieżki. Szli w milczeniu, w końcu dotarli do małego domku ukrytego w kapeluszach olbrzymich grzybów. Wspięli się po schodach i stanęli przed drzwiami.
-Zaczekam tutaj- poinformował Kapelusznik.
Uchyliła drewniane drzwi i zajrzała do ciemnego pomieszczenia. Paliła się tylko jedna świeca, a przy stoliku siedziała ciemna postać. Anet zlękła się i wycofała.
-No dalej.. Idź- zachęcił. 
Bardzo powoli weszła. Postać odwróciła się w stronę dziewczyny.
-Niall- wycofała się, ale wpadła na ścianę.

______________________________________________________________________________

Jedna osoba, dwa wcielenia, ciekawe....




środa, 3 lipca 2013

Rozdział 7.


Otworzyła szeroko oczy, oszołomiona tym co się wydarzyło. Policzki miała mokre od łez. W sercu gościła rozdzierająca pustka. Usiadła na łóżku z martwym wzrokiem. Jej ręka... Bolała, podwinęła rękaw i zobaczyła gojącą się ranę. To była prawda. Żyła we śnie. To zdarzyło się na prawdę.
Wyszła z pokoju, ubrała kurtkę, szalik, czapkę i wyszła. Było bardzo zimno, nie przeszkadzało jej to teraz. Poszła do parku



W oczach miała sen, to wszystko było takie realistyczne, jak mogła od razu nie uwierzyć Kapelusznikowi?  Bolało ją serduszko, nie miała nawet ochoty słychać muzyki. Siadła na ławce i przyglądała się wirującym na wietrze liściom.



Zawiał mocniejszy wiatr, niósł głos mówiący " Ja Ciebie też... ". Zrobiło jej się cieplej na duszy i już wiedziała, że mimo tego, że nie wróci już do bajkowej krainy, nie zapomni o Lainie, a ta przygoda nauczyła ją, że marzenia należy spełniać. Łzy same napłynęły jej do oczu. Tęsknota za kimś nierealnym pożerała ją w całości.

~

Wróciła do domu, wzięła szkicownik, usiadła na parapecie i narysowała siebie na scenie, grającą na gitarze. Na widowni byli jej bajkowi przyjaciele, a na samym środku stał Kapelusznik ze swym mieczem.W oddali znalazł się Lucyfer, a za nim jego armia kart na tle płonącego lasu, niebo nad nim było zachmurzone, nad sceną było słońce. Przy pasku od sukienki dziewczyna narysowała miecz, a w kącie sceny wieszak ze strojem, w którym walczyła za pierwszym razem. Elfy też były częścią widowni. Tuż obok niej stał ON. A nad nimi narysowała uskrzydlone serce i to wszystko na tle ściany z trawy i malutkiej  drabinie z tunelem na końcu. Następnego dnia oddała pracę nauczycielce.

~

 Postanowiła, że skoro we śnie Kapelusznik spełnił jej marzenia, to zacznie je realizować w prawdziwym świecie. Zaraz po zajęciach, poszła zapisać się na kurs grania na gitarze. W księgarni w dziale ksiąg fantastycznych znalazła książkę o Elfach wraz z dołączonym  słownikiem. Wracając do domu, zobaczyła, że jej rówieśnik znęca się nad biednym młodszym od nich chłopcem. Podbiegła do nich stając w obronie chłopaka
-Zostaw go i czep się kogoś swoich rozmiarów- wysyczała.
-Patrzcie, dzielna Anet broni uciśnionych.- zaszydził chłopak.
-Odejdź- powtórzyła Anet,a wrogość w jej oczach przeraziłaby niejednego.
Twarz rówieśnika zrobiła się blada, a on sam lekko się wycofał.
-Jesteś nawiedzona, Matka Teresa się kurwa znalazła. Ja pierdole, co za psychiczna suka- powiedział odchodząc, ale odwrócił się jeszcze w stronę mniejszego chłopaka- A z tobą się jeszcze policzę- zagroził i odszedł.
-Dziękuję Ci.. jak to zrobiłaś?- zapytał młodszy chłopak.
-Siła woli... - odpowiedziała i już miała iść, kiedy zobaczyła, że chłopak wpatruje się w nią jakby była z innej planety.
-Coś nie tak ?- spytała.
-N..Nie wszystko w porządku, mogę wiedzieć jak udało ci się zmienić kolor oczu ?- zapytał niepewnie.
Anet cała zesztywniała, nie miała pojęcia o co mogło chodzić.
-Ale ja nie wiem o co chodzi...- odparła.
-Widziałem jak twoje oczy...- zaczął- .. może mi się coś pomyliło, przepraszam i dziękuję...- odszedł.
Dziewczyna stała jeszcze chwilę zszokowana po czym ruszyła dalej. Wygrała tą walkę. Była z siebie dumna. Kierowała się już w stronę domu. Naszła ją ochota na gorącą czekoladę. Kupiła ją w małym sklepiku i przy okazji zaczęła czytać książkę, żeby chociaż na chwilę zapomnieć.
Szła chodnikiem  i przez przypadek wpadła na mężczyznę... Oblała się gorącą czekoladą i zła oderwała wzrok od lektury i przeniosła wzrok na mężczyznę. Patrzyła na niego jak zaczarowana, złość zniknęła, za to na jej miejsce przyszło niedowierzanie. Ale to nie mogło być możliwe, jak to się stało? To nie mógł być on... To nie mógł być Lain...
-Bardzo przepraszam..- zaczęli oboje .Roześmiali się, spojrzeli w oczy.
-Czy my się znamy ? - zapytał mężczyzna.
-Nie chyba nie..- zaprzeczyła niepewnie dziewczyna. - Jeszcze raz przepraszam, muszę już iść- minęła go i przycisnęła książkę do piersi. "Tylko nie płacz" Powtarzała w myślach.
-Przepraszam ! - usłyszała głos za sobą. Odwróciła się. To znowu on, czego nie dał jej spokoju ?
-O co chodzi? - zareagowała.
-Czy w ramach rekompensaty mógłbym pani zaproponować darmową lekcję tańca?- zaoferował przystojny mężczyzna.  Od razu przypomniał jej się magiczny taniec.
-Tak.. Będzie mi bardzo miło- uśmiechnęła się lekko.
- Ma pani śliczny uśmiech, jestem Niall, a pani? - przedstawił się pan.
 Poukładała sobie wszystko w głowie. Lain-Niall. Olśniło ją ! To był cud,niemożliwa historia.
- Bardzo mi miło pana poznać, jestem Anet" .- odpowiedziała dziewczyna.
 Niall odprowadził dziewczynę pod sam dom.
-Dziękuję za odprowadzenie- powiedziała nastolatka.
-Nie to ja dziękuję- szeroko się uśmiechnął- Jesteś pewna, że się nie znamy ?- nie dawał za wygraną.
-A mówi ci coś "czarny kruk" ? - zaryzykowała.
-Skąd o nim wiesz? -przeraził się Niall - Ja... śnię o nim.- odpowiedział.
Anet zamarła.

_____________________________________________________________________________

Czy to możliwe, aby sny wykorzystywały ludzi do swoich celów? Czy dwa światy są ze sobą zmieszane?

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 6.

Widziałam jak bardzo się męczyła.. Myśli nie dawały jej ani chwili spokoju. Pierwsze promienie słoneczne wdarły się przez okienko. Dziewczyna od razu wstała. Na końcu chatki siedziała Stella i przenikliwym spojrzeniem, patrzyła na każdy jej najmniejszy ruch. W końcu powiedziała:
- Jesteś nadzieją...- nagle urwała jakby sobie coś przypomniała.
-Ja... ja jestem we śnie- odpowiedziała niepewnie Anet.
-Między snem, a rzeczywistością jest cienka granica- uśmiechnęła się słabo.
Przed chwilę panowała cisza.
-Muszę odnaleźć Kapelusznika- w końcu powiedziała dziewczyna.
Elficka dziewczyna nadal ilustrowała każdy jej ruch. Nie ufała jej... Trudno się dziwić w czasach, w których teraz przebywała Anet, nie można było nikomu ufać.

~

Aura tego miejsca jest co najmniej dziwna. Panowała cisza przed burzą. Napięta atmosfera, sugerowała, że ma wydarzyć się coś wielkiego i że obawiali się tego co ma nadejść. Nikt nie miał też odwagi powiedzieć na głos, co to ma być. I kim jest Czarny Kruk ? Jaką tajemnicę ze sobą niósł? Czy Kapelusznik coś o nim wiedział? Czy  Jego miał  na myśli, mówiąc, że marzenie dziewczyny są ich ratunkiem ? Pytania bez odpowiedzi są gorsze, od najgorszej prawdy, którą skrywają. "Lepiej żebyś nie wychodziła dzisiaj z chatki, ręka wciąż może boleć" powiedziała jej rano Stella, jednak dziewczyna wiedziała, że ta wypowiedź ma drugie dno. I na pewno nie chodzi o jej rękę...

~




Wieczorem zaczęły grać lutnie, flety, skrzypce, bębny. Przywoływana dźwiękami wyszła z chatki. Elfy świetnie się bawiły ,tańcząc w ogromnym kręgu, wokoło ogniska.



Rana się prawie zagoiła. Dziewczyna usiadła z boku, nie chciała rzucać się w oczy. Nie chciała nikomu psuć zabawy, a przy niej Elfy milkły i powietrze wypełnione strachem-dusiło. Nie miała ochoty na zabawę. Nagle pojawił się ON. Serce mocniej zaczęło bić, a rój motyli  mówił sam za siebie. Chłopak chciał zaprosić bohaterkę do tańca, ta jednak odmawiała, w końcu udało mu się ją namówić na jeden taniec.
-Jeżeli teraz mi odmówisz, nie dam Ci spokoju- powiedział, patrząc jej w oczy.
 Wszyscy zaczęli tańczyć ich rytualny taniec i mimo, że Anet nie umiała go tańczyć, robiła to jakby tańczyła całe życie. Świetnie się bawiła, chciała żeby ten moment trwał wiecznie. Błysk ognia, muzyka, śmiech, beztroska.
Lain i Anet tańczyli na środku okręgu, inny odłączali się powoli. Oni jednak zajęci sobą, nawet tego nie zauważyli. Tańczyli i tańczyli, w rytm tej samej piosenki. Nie odczuwali zmęczenia, a licealista przestała walczyć z uczuciem, nie dała rady, to zbyt silne. Była w pełni szczęśliwa.Jakby wszystko inne przestało istnieć. Nie widziała świata poza jego oczami. Muzyka zwolniła, on objął ją w talii, obrócił i przyciągnął do siebie, wziął za ręce i stojąc za nią, przytulił ją w taki sposób, jakby była największym skarbem. Kołysali się w rytm muzyki.
-Masz taki piękny uśmiech- Szepnął jej do ucha, wtulając się w zagłębienie u podstawy szyi.
Widziałam jak się czerwieni, sprawiło jej to radość, ale nic mu nie odpowiedziała.
 Melodia znowu przyspieszyła, dali się porwać muzyce. W końcu tańce dobiegły końca. Gwiazdy rozświetlały bezchmurne niebo.



 Nie zdążyli nawet wejść do chaty, kiedy rozległ się alarm.
-Czarny Kruk !!!- krzyczały Elfy. Zapanował chaos i krzyki paniki wypełniły powietrze. Czarny Kruk  okazał się być tą samą zjawą z polany.



Ten sam, z którym dziewczyna walczyła. On zawsze wszystko psuł. Gwiazdy zniknęły, pojawiły się chmury, przez, które lekko przebijał  blask księżyca. Wszystkie Elfy rozbiegły się i ukryły. Anet widziała,że jest tutaj z jej powodu,jej przeznaczeniem było unicestwienie zła. Dotarło to do niej. Nie była tutaj pierwszy raz. Wszystko zaczęło się układać, a wspomnienia układać. Była tutaj jako mała dziewczynka. Bawiła się z Kapelusznikiem, a potem on nie pozwolił jej więcej przychodzić.. Mówił, że tu nie jest już bezpiecznie, ale obiecał, że jeszcze się zobaczą... Zapomniała, a teraz życie Elfów jest w jej rękach. Zobaczyła ścieżkę wyprowadzającą z wioski. Ruszyła w jej kierunku, zatrzymała się, ostatni raz spoglądając na jej marzenie.



 Zaczęła biec ile sił w płucach. Zobaczyła  ścianę z trawy. Pierwszym impulsem ruszyła ku niej.  Zakochany Lain nie mógł pogodzić się z myślą,że cokolwiek ją skrzywdzi, pobiegł wiec za nią. Przerażenie, które panowało zarówno w niej jak i w nim było ogromne.  Nie tylko bali się śmierci, najbardziej bali się, że coś  stanie się tej drugiej osobie. Serce wypełniał paskudny ból.  Ona specjalnie odciągnęła czarnego pana od wioski, nie chciała nikogo narażać  na niebezpieczeństwo, a już w szczególności Jego. Dobiegła do ściany, ale wolała się schronić w krzakach obok ściany. Próbowała unormować oddech. Strach ją wypełniał.  Leżąc zobaczyła cień i dół płaszcza, wiedziała, że ją znalazł, jednak łudziła się, że nie wpadnie na pomysł, że schowała się w krzakach. Czuła już na sobie ostrze przeciwnika. Zalała ją fala smutku, rozczarowała Kapelusznika, Elfów- wszysctkich, którzy pokładali w niej nadzieję.  Wstrzymała oddech, panowała idealna cisza, coś dotknęło jej ramienia, lekko podskoczyła. Odetchnęła z ulgą, to był Lain. Zaskoczona, cieszyła się, że go widzi.
-Nie powinno cię tu być...-wyszeptała drżącym głosem.
Leżał tuż obok niej, przytulił ją.
-Wszystko będzie dobrze.- pocałował ją w czoło. -Posłuchaj mnie. Pobiegniesz teraz do ściany, tam jest drabina, jedyna ucieczka... Ja odciągnę uwagę Lucyfera.
-Nie! Nie zgadzam się, nie zostawię Cię same....- przerwał jej gorącym pocałunkiem. Ich wargi idealnie do siebie pasowały. Popatrzyli na siebie, a ich usta  znowu złączyły się w namiętnym  pocałunku. To była najpiękniejsza chwila w jej śnie. Po policzku spłynęła jej jedna, jedyna łza, to już koniec. Więcej go nie zobaczy... Zrobiła co kazał, szybko wybiegła zza zarośli. Złapała pierwszy szczebel drabiny....  Poczuła nieprzyjemny dreszcz na plecach. Nie chciała iść. Usłyszała za sobą dźwięk stali, bała się odwrócić. Przeszła kilka szczebli, dostrzegła Kapelusznika, który przybył z odsieczą. Spojrzał na nią wzrokiem, w którym jest tyle żalu... Zawiedzenia...
-Przepraszam....-powiedziała do niego bezgłośnie.
Po jego policzkach popłynęły łzy. Został sam... jedyna nadzieja właśnie odchodzi... Stanął ramię w ramię z Lainem przeciwko zjawie...

 Anet, wspinała się po trawie, rosnącej na ścianie z ziemi. Nie miała siły, ale uczucie pomogło jej wdrapać się na poziom gdzie była ostatnia drabina. Trzęsły jej się ręce, słyszała tylko uderzenia miecza i bicie serca, wolała nie patrzeć. Szła .... już prawie była na końcu drogi, widziała mały tunel. Spojrzała w dół... Zjawa wygrywała... ON spojrzał czy ona jest bezpieczna.. Ich oczy się spotkały...  To było ich ostatnie spojrzenie... Wyszła z tunelu, z króliczej nory. Nie mogła powstrzymać łez, płynęły strumieniami. Pożałowała, że uciekła. Wolała zostać tam z NIM. Krztusiła się własnym płaczem. Spojrzała jeszcze raz w dół i krzyknęła "Kocham Cię ! ". Jej głos przepełniony był smutkiem, żalem i płaczem.
 Dół jednak pozostał dołem, portal został zamknięty a ona sama wybudziła się z magicznego snu...



____________________________________________________________________________

Przeżyłeś/przeżyłaś.... tylko czy można żyć bez miłości ? Żyjesz ciałem, ale dusza umarła...

środa, 29 maja 2013

Rozdział 5.


Widziałam jak płomienie są coraz bliżej jej nieruchomej postaci... Dym stawał się coraz gęstszy. Jego wielka chmura zasłoniła cały przerażający obraz. Jej piękna blada twarz wyglądała tak spokojnie...
Ogień pochłoną jej drobne ciało- i tak oto skończyła się, jakby się mogło wydawać nasza historia.

~

Dopalały się szczątki drzew.Pojawili się wszyscy, którzy towarzyszyli jej od początku wyprawy. Nie wiem skąd przybyli... na ich twarzach malował się smutek i ogromny żal. Przed nich wystąpił Kapelusznik, który wolnym żałobnym krokiem, szedł ku miejscu, w którym leżała Anet. Zatrzymał się... Jego wielkie oczy przepełniły się rozpaczą. Powoli zdjął z głowy swój cylinder i ścisnął jego brzegi obiema rękami, jakby odczuwał ogromny ból.

Trzaskanie dopalanego drewna i szlochy istot wypełniały ciszę....
-Nasza nadzieja ... ona...-wyszeptał ktoś z tłumu, jednak emocje były zbyt wielkie by dane mu było skończyć.
Był już wieczór i prawie wszyscy opuścili miejsce żalu.. Został tylko on.
-To moja wina... To ja zgotowałem jej ten los...- wyszeptał.

***Perspektywa Anet.***
Dym wypełniał moje płuca. Piekące łzy spływały po moich policzkach, powieki stawały się coraz cięższe.. Podrażnione oczy nie widziały nic, prócz rozmazanego obrazu. Biegłam na oślep. Byle do jasnego punktu. Moje ramie zadawało mi niemały ból. Udało mi się wydostać z morderczej pułapki, jednak cała moja siła mnie opuściła. Bezradnie padłam na kolana, patrząc jak moją sukienkę plami krew. Nie chciałam tutaj być. Nie chciałam tak tego skończyć. Żałowałam, że się znalazłam w tym miejscu. Tak bardzo chciało mi się płakać. Bezradność mnie przytłoczyła. Dym był coraz bardziej duszący, ledwo łapałam powietrze. Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Siedziałam za blisko, ścisnęłam ramię i próbowałam odsunąć się jak najdalej. Dławiłam się wszechobecnym dymem. Nie miałam siły z tym walczyć. Poddałam się. Opary ogłupiły mój umysł, osunęłam się na ziemię, czekając na śmierć. Czułam zbliżające się ciepło i ciemność... Resztę pamiętam jak przez mgłę... Ogień przypalał moją suknię, pamiętam jasną postać, która była przy mnie. Była prześliczna.
-Wszystko będzie dobrze- usłyszałam. I oślepiło mnie światło.

***

Anet obudziła się w śnieżnobiałej pościeli. Jej ramię dalej bolało, miała teraz na nim miękki bandaż.Usiadła na skraju łoża. Jej ubranie zastąpiła zwiewna, zielona sukienka. Jest w niebie? Wyjrzała przez okno, jej oczom ukazała się wioska dziwnych baśniowych istot. Były idealnie piękne miały spiczaste uszy, niektóre miały skrzydła, a dookoła panowała zieleń.


Wyszła na zewnątrz.Elfy, otoczyły ją, przyglądając się z zaciekawieniem. Mówili miedzy sobą w swoim języku. Było to niezwykłe- ranna dziewczyna rozumiała co mówią.  Najładniejsza z Elfickich dziewcząt podeszła do niej przyglądając się nadal krwawiącej ręce.  W całej wiosce, panowała lekka atmosfera radości i szczęścia, jednak od kiedy Anet wyszła z uleczalni, atmosfera zrobiła się tajemnicza, a wokoło panowała cisza. Elf przyglądający się jej ranie, wskazał gestem aby szła za nim. Była to przepiękna istota o imieniu Stella.

 Widać było, że martwi się czymś, co miało nastąpić. Na pierwszy rzut okna, dało się zauważyć, że nie przepada za ludźmi, ale w takim razie dlaczego pomogła ludzkiej istocie? Wszystko się wyjaśniło, gdy do chatki wszedł przecudowny młodzieniec. Nie był Elfem, a jednak Stella zwróciła się do niego "bracie" . Zastanawiająca kwestia...  Jakież było zdziwienie, chłopaka, gdy ujrzał człowieka i to w dodatku tak piękną kobietę. Miał bardzo głębokie spojrzenie, można było utonąć w jego prawie czarnych oczach... Złote, krótsze włosy lśniły w świetle, a grzywka opadała na prawe oko. Był idealny... Elf zapytał młodzieńca, gdzie był, czy są jakieś wieści o "czarnym kruku", przy okazji opowiedziała o dziewczynie. Z dialogu, Anet dowiedziała się, że chłopak ma na imię Lain . Głos miał słodki jak miód. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć, przecież jest we śnie, nie może się zakochać, nie tutaj, nie teraz...  A jednak. Zaskoczyła gospodarzy, odzywając się w ich języku.
- Dziękuję za gościnę oraz za pomoc, gdyby nie ty, spłonęłabym. Przepraszam, ale lepiej będzie jeżeli już was opuszczę.- miała nadzieję, że odejście ułatwi jej zakończenie tego co zaczęło się dziać w jej sercu.
-Jesteś naszym gościem, nie pozwolimy ci odejść w takim stanie- odpowiedział chłopak, wskazując na jej bandaż.  Dziewczyna biła się z myślami, jednak została. Chciała stłumić w sobie uczucia, dlatego gdy Lain  chciał nawiązać rozmowę, od razu ją ucinała, krótkimi odpowiedziami i brakiem zainteresowania. Widziała, że to zabolało chłopaka, ją też to bolało, ale to było jedyne wyjście. Wstała i poszła za Stellą, która pokazała jej gdzie ma spocząć. Była noc, ale Anet nie spała, była we śnie... tutaj nie można spać. Przysłuchiwała się jak gra wiatr i czekała na blask dnia...

___________________________________________________________________________

Zakochałeś/zakochałaś się we śnie? Biedactwo, zniknie sen, zniknie miłość, a Tobie pozostanie tylko pustka...

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 4.

Znowu miała na sobie błękitną sukienkę

 Zauważyła, że ma również czarny płaszcz, dokładnie taki sam jak miał jej przeciwnik. Stała na środku polany lecz to nie było to samo miejsce, w którym była jeszcze chwile temu.. Nie wiadomo jak się tam znalazła.Kapelusznika nigdzie nie było, a przecież to on rozpętał to wszystko. Dźwięk zbroi rozproszył ciszę.  Pojawiło się wojsko kart z włóczniami. Ich zbroje wybijały równy rytm. Oto kolejne marzenie... Musiała uciekać aby uratować życie. Lubiła adrenalinę, chociaż muszę przyznać, że na co dzień była dosyć spokojna. Zaczęła biec w stronę szybko rosnącego lasu. Było to daleko, a las wydawał się z każdym krokiem oddalać. Nie mogła dalej biec, zmęczone mięśnie jej na to nie pozwalały, ale pojawił się czarny koń. To był Brego, z jej ulubionego filmu. Szybko dosiadła zwierzę i pojechała w stronę schronienia. Brego to bardzo szybki koń. Momentalnie znaleźli się przy lesie. Wydawało się, że gdzieś zgubili wojsko kart. Odetchnęła z ulgą. Czuła niezwykłe szczęście, gdyż nic już nie zagraża jej bezpieczeństwu. Założyła kaptur na głowę i dały się słyszeć znajome dźwięki, to znowu armia... Niestety chaszcze były zbyt gęste żeby mogła tam pojechać. Zsiadła z konia, pogłaskała go i wyszeptała
-Dziękuję przyjacielu.
 Po czym wbiegła do lasu. Gęsto rosnące rośliny Poszarpały i podarły jej ubrania, ale to nic, musiała jakoś ratować życie. Biegła między drzewami, słysząc coraz głośniejszy rytm stali. Było ciemno, dziewczyna biegła na oślep, schroniła się za dużym drzewem, liczyła na chwilę odpoczynku, miała nadzieję, że bieg już się zakończył jednak jeden z żołnierzy rzucił stalową włócznię, a ta zadrapała prawą rękę naszej bohaterki. Nie zadawałyśmy  sobie sprawy, że w tym śnie może jej się stać jakakolwiek krzywda- a jednak. Cóż miała zrobić? Ścisnęła ramię z wielkim bólem i pobiegła dalej. Rana bardzo krwawiła, czuła jak po palcach spływa jej krew. Resztkami sił wybiegła z boru, który natychmiast spłoną, zabierając ze sobą mordercze wojsko. Anet krztusiła się dymem, ale nie miała siły żeby postawić chociaż krok. Padła na kolana ze łzami w oczach, widziałam jak  bardzo żałuje, że tu jest. Jej sukienka nie była już tak piękna, jak parę chwil temu. Teraz przyozdabiały ją małe plamki krwi. Dym zaczął coraz bardziej zajmować jej płuca. Chciałam podbiec do niej, ale niewidzialna ręka nie pozwalała mi się ruszyć. Kaszlała, starając się odsunąć od ognia, ale nie udało jej się... Osunęła się na ziemię nieprzytomna. Płomienie rozprzestrzeniały się, również w kierunku Anet. Jeszcze moment i strawi ją piekielny ogień, który sama na siebie ściągnęła.

___________________________________________________________________________

Śmierć będzie dla nas poważną stratą... Spoczywaj w pokoju.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 3.



W jednej sekundzie zniknęło wszystko. Nie było gitary,ani sceny,  a ona sama upadła na ziemię. Dosyć mocno się uderzyła, zdezorientowana, powoli wstała.Wszyscy byliśmy mocno zszokowani, tym co się stało. Obydwie zauważyłyśmy, że postacie gdzieś zniknęły.Okazało się, że została kompletnie sama. Na niebie znowu pojawiły się złowrogie chmury. Rozglądała się wokoło. W końcu dostrzegła rysy postaci podobnej do człowieka. Miał na sobie czarny płaszcz do ziemi i kaptur na głowie.

 Czyżby Szalony Kapelusznik chciał spełnić jej kolejne marzenie o heroicznej walce dobra ze złem? Wygląda na to, że tak. On jest na prawdę szalony...
Jej sukienkę zastąpił, śnieżnobiały, przylegający do ciała kostium. Obok jej nogi leżała maska oraz miecz. Założyła maskę, mocno chwyciła miecz i przybrała bojową pozę, dziewczyna czekała na ruch przeciwnika. Spod jego czarnego płaszczu, błysną wielki miecz. Przeciwnik szybko zmierzał w jej stronę, pewnym krokiem. Anet poczuła narastający w niej strach, przerażenie, stres,ale również pewność siebie, swoich ruchów, spełniało się jej marzenie, więc zagościły głęboko skrywana radość oraz satysfakcja. Podniosła ku niebu miecz, zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech, zaufała sile broni, sile jej umysłu.
-Ufam Tobie Boże... - tyle zdążyła powiedzieć kiedy zło uderzyło jakby się mogło wydawać całą swoją siłą o miecz bohaterki. Lekko straciła równowagę, ale szybko się pozbierała. Biegnąc na przeciw tajemniczego przeciwnika zadała cios. Niestety nie był on celny. Walka była zacięta. Zaczął padać deszcz. Anet traciła siły,postać zadała bardzo mocny cios. Dziewczyna upadła w błoto, wypuszczając miecz. Nie mogła się podnieść. Wiedziała, że musi znaleźć w sobie resztki sił. Mobilizowała się, ale widziałam, że nie jest jej łatwo.Strach, który w niej był, opanował jej całe ciało. Mimo deszczu zauważyłam łzy na jej brudnych policzkach. Wiedziała, że jeżeli teraz się podda, nigdy nie spełni swoich marzeń i zginie we śnie.  Zebrała się w sobie, wstała, wzięła miecz. Mocno zdeterminowała, kroczyła w stronę pana w kapturze. Jej ubranie nie było już śnieżnobiałe, cała brudna zrzuciła maskę, deszcz spłukał błoto z jej twarzy. Z pełną siłą ruszyła na przeciwnika. Znalazła jego słaby punkt i wykorzystała go.  Człowiek padł na kolana,a Anet miała właśnie zadać ostateczny cios, jednak on rozpłynął się jak mgła... Przecięła mieczem powietrze, po czym upadła. Wykończona rozejrzała się wokół siebie. Ludzie, zwierzęta, wszyscy powoli wyglądaliśmy ze swoich kryjówek. Bardzo powoli z nich wychodziliśmy. Niebo wciąż było szare, ale deszczu już nie było. Podszedł do niej Kapelusznik. Na jego twarzy malowała się dziwna pustka, jakby był nieobecny duchem. Uśmiechną się słabo.
-Jesteś o wiele mniej bardziej niż byłaś kiedyś... Słabniesz... - wyszeptał tajemniczo.
Anet podniosła się z ziemi, jeszcze raz rozejrzała się i spytała.
-Ja już tu byłam prawda?... - to był ledwo słyszalny szept.Kapelusznik lekko skiną głową w odpowiedzi.
Spojrzała na nas.
-Jesteś naszą nadzieją Anet. Twoje marzenia są naszym ratunkiem...

_____________________________________________________________________________

Koszmar właśnie się zaczął. Nawet nie wiesz jakie piekło rozpętałeś/rozpętałaś. Możliwe, że już nie obudzisz się z tego snu...

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 2

W jednym momencie znalazła się w niezwykłym miejscu. Miała na sobie niebieską sukienkę, pod kolor oczu i czarne pantofelki.

 Nie miałyśmy pojęcia, gdzie się znajduje. Dookoła widziała rzeczy tak dziwne, że sama nie mogła uwierzyć, w to co widzi. Kwiaty były wysokie jak drzewa, miały przeróżne kształty, łodygi były stanowczo za cienkie, a kielichy zbyt rozłożyste. Trawa sięgała jej pasa i nie była tak gęsta jak to jest w normalnym świecie. Przed sobą miała udeptaną, ziemną drogę. Ciemno-granatowe chmury na niebie wyglądały dosyć wrogo. Anet niepewnym krokiem ruszyła wzdłuż szlaku. Panowała idealna cisza... Nie musiała iść długo,a jej oczom ukazały się postacie z jej ulubionej bajki z dzieciństwa.
Szalony Kapelusznik, Marcowy Zając, Biała Królowa, Królowa Kier ze świtą, śmieszni bliźniacy oraz wiele, wiele innych.Byli tacy realistyczni...  Wszyscy byli w świetnych humorach. Niepewnie do nich podeszła. Rozmowy natychmiast ucichły. Każdy patrzył na nią wzrokiem bez wyrazu. Powoli zbliżył się do niej Kapelusznik. Stanął naprzeciwko niej i odrzekł tajemniczym głosem :
- Witaj w domu. - Po czym posłał jej szeroki uśmiech. Co to miało znaczyć? Przecież była tu pierwszy raz.  Nie odstąpił  jej na krok. Każdy znał jej imię, co nie wydawało się dziwne-w końcu była w swoim śnie. Mogła kontrolować wszystko, co się tam działo.Z nieba zniknęły ciemne chmury, a zawitało słońce. Widziała już tę krainę... Nie we śnie, ale na obrazie. Czuła się trochę dziwnie, nieswojo. Nawet we śnie była nieobecna myślami.
 Podczas rozmowy z Kapelusznikiem z ziemi wyrosła dosyć duża scena, a wszyscy w jednym momencie zamilkli. Nikt nie wiedział co się dzieje. Dziewczyna pytającym wzrokiem spojrzała na przyjaciela.
-Spełnimy twoje marzenia Anet.- Powiedział cicho i zabrzmiało to jak groźba.
Jednak Anet pewnym krokiem weszła na scenę. Rozejrzała się dookoła i spostrzegła gitarę.  Wzięła instrument i mimo, że na co dzień nie umiała grać,świetnie jej szło. Wczuła się w muzykę, każdy dźwięk szedł prosto z serca, to było na prawdę piękne. Była szczęśliwa jak jeszcze nigdy dotąd, mimo, że  to tylko sen. Przez myśl przeszło jej, że nie chciałaby wracać do starego życia. Trochę przeraża mnie jej tok myślenia... Była na prawdę szczęśliwa... Ale nie wiedziała co ją czeka...

_____________________________________________________________________________

Jesteś tam... ale nie jesteś świadomy co się zaraz stanie. Nie boisz się? Powiem Ci, że nawet dobry sen, potrafi przemienić się w koszmar...

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 1


Witaj Czytelniku, miło, że jednak jesteś. Chciałabym Ci kogoś przedstawić-pewną dziewczynę o imieniu Anet. Jak widzisz jest średniego wzrostu, ma piękne, lekko kręcone, kruczo-czarne włosy do ramion. Pewnie zdążyłeś/zdążyłaś zauważyć, że jej szaro-niebieskie oczy są niezwykle hipnotyzujące. Mogę Ci zdradzić, że mieszka sama w małym miasteczku. I mimo tego, że zawsze się uśmiechała i była przyjaźnie nastawiona do ludzi, była typem samotnika. Podsumowując: jest to prześliczna osóbka o pełnej kontrastów osobowości.  

~

Anet uczy się w ostatniej klasie liceum, w samym centrum jej miasta. Tu prawie zawsze padał deszcz i było zimno, ponuro. Nasza historia zaczyna się zupełnie normalnie. Nic nadzwyczajnego. Najzwyklejsza lekcja plastyki.. Nauczycielka poprosiła nas abyśmy narysowali jedno ze swoich marzeń. Miało być to przedstawione w niezwykły sposób. Wszyscy nasi rówieśnicy oddali rysunki wraz z ukończeniem lekcji, jednak ona oddała pustą kartkę. Odbyła rozmowę z nauczycielką i obydwie uzgodniły, że pracę narysuje w domu i przyniesie następnego dnia. Na jej twarzy malowało się zmęczenie,więc wyszła ze szkoły i postanowiła poszukać inspiracji w parku.  Jednak było zbyt zimno i dziewczyna szybko zmieniła zdanie. Zniechęcona weszła do mieszkania i od razu udała się do swojego pokoju. Usiadła przy biurku, spojrzała na gigantyczny korek za oknem i czekała aż natchnie ją wena twórcza. Niestety to tylko sprawiało, że Anet stała się bardziej zmęczona. Wzięła słuchawki, włączyła muzykę i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy w nadziei, że pomysł sam przyjdzie. Przyszedł tylko sen, deszcz i coś czego się nie spodziewaliśmy...

_______________________________________________________________________________

 To jest ostatnia możliwość czytelniku... Możesz zostać, możesz wyjść... Tam gdzie się udajemy, nie ma ucieczki, ani wyjścia, a jedyną granicą wyobraźni, będzie ta, którą sam postawisz.

czwartek, 2 maja 2013

Słowem wstępu ode mnie.

Witaj w świecie, który jest przeciwieństwem realnej rzeczywistości... Znajdujesz się w świecie, który przeniesie Cię Drogi Czytelniku, w najciemniejsze zakątki twojej wyobraźni. Staniesz się głównym bohaterem. Będziesz walczył/walczyła z przeciwnościami losu oraz granicami, których nie da się przekroczyć.... Zaryzykujesz? Chcesz zobaczyć, jak potoczą się Twoje losy? Zapraszam.