środa, 6 listopada 2013

Rozdział 10.

Z szoku wyrwał ją dźwięk gwizdu z czajnika. Oszołomiona wyłączyła kuchenkę i usiadła na kuchennym blacie. Co ma teraz zrobić? Wie, że powinna wziąć się w garść, ale  nie wie jak. Możne najpierw coś przyziemnego, coś ludzkiego, jak na przykład przebranie się. Założyła dresy i luźny top. Czy będzie miała problemy skoro nie poszła do szkoły ? To mało istotne w tym momencie. Zastanawiała się, jak to co się dzieje w jej głowie może wpłynąć na jej życie, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Nie chciała się z nikim widzieć. Po paru minutach znowu zadzwonił. Poirytowana dziewczyna poszła otworzyć natrętowi. Niall... co za miła niespodzianka..Szkoda, że nie w porę.
-Cześć...- powiedział cicho chłopak. - Anet... dobrze się czujesz?- zapytał z rezerwą.
-Tak wszystko Ok, przyszedłeś zapytać, czy wszystko u mnie w porządku ?
-Nie.. Tak... Znaczy nie, przyszedłem, bo mam wiadomość dla ciebie, ale nie wyglądasz najlepiej...
-Dzięki za komplement.
-Jesteś cała czerwona, nie masz gorączki ?
Nastolatka podeszła do lustra, a jej  odbicie wyglądało jakby miała 40 stopni gorączki, ale przecież nie było jej ani zimno, ani za ciepło. Tymczasem chłopak zdążył wejść do mieszkania.
-Auć- wyrzucił z siebie.
-Co je....?- dziewczyna nie dokończyła nawet pytania, cała zesztywniała.
-Anet, co tu się dzieje do cholery ?!
-Ja....
-Ty ! No właśnie. Ty to zrobiłaś ?- zdenerwowany pokazuje dziewczynie poparzoną od klamki dłoń.
-Nie ! Nie wiem... Daj opatrzę ci ją.
-Jak to nie wiesz?! - wrzeszczał, gdy ona poszła do apteczki po maść na oparzenia.
Niall usiadł przy stole i oglądał rękę. Za chwilę dołączyła do niego pani domu. Chciała otworzyć opakowanie, w którym była maść, ale gdy wzięła je do ręki, po prostu się stopiło.... Zakryła dłonią usta, a jej oczy napełniły się łzami.
-Co jest kurwa?- wydukał gość.
-Ja na prawdę nie wiem, bardzo cię przepraszam...
-Może czas sobie coś wyjaśnić, nie przyszedłem tutaj bez powodu. Najpierw zgaś te żywe pochodnie w zimnej wodzie, sam sobie poradzę z tym.- uniósł zranioną dłoń.

~

-Czyli masz swoją krainę jak z bajki i sama ją niszczysz, a ja jestem tam jako Lain, wychowały mnie elfy, uratowałem cię razem z Czapkarzem...
-Kapelusznikiem.
-Kapelusznikiem... i wszystko co się dzieje, przenosi się na codzienne życie, dlatego masz guza na głowie, zmieniasz kolor oczu i parzysz, gdy jesteś wściekła.
-Mniej więcej tak..
-To dlaczego, ja tego do cholery nie pamiętam ?!
-Twoje drugie "ja" ci nie pozwala...
-To chore, wiesz o tym ?
-W pełni zdaję sobie z tego sprawę.
-Powinnaś się leczyć.
-To jak wytłumaczysz to, że zawsze ci się śni to samo !
-Uspokój się, bo przerażasz mnie.
-Czym znowu ?!
-Proszę spójrz w lustro... - powiedział głosem przepełnionym strachem.
Anet gwałtownie wstała i podeszła do lutra.
Jedyna reakcja to krzyk.




-Skoro to wszystko dzieje się dlatego, że niszczysz swój wymyślony świat, to czas to przerwać.
-Jak ?
-Połóż się spać.
-Niall... Boję się, co tam zastanę...
-Nie bój się... Będę tutaj cały czas.


~

Powoli otwiera oczy, rozgląda się na boki. Och, no tak, jest w tym rowie. Ostrożnie podnosi się z ziemi i wydostaje się z pułapki. Nie ma pojęcia gdzie jest. Skoro biegła przed siebie, to może wrócić tą samą drogą. Chyba coś się zmieniło od ostatniej wizyty. Wszędzie jest.... pusto. Nie ma ludzi ani zwierząt. Rośliny wydają się trwać w jednym miejscu, jakby dawno się nie przemieszczały. Zaraz będzie ciemno, a ona nie ma schronienia. Nic dzisiaj nie zdziała, pora się budzić. Położyła się na trawie i zamknęła oczy, czuła, że zaraz znowu wróci do rzeczywistości.
-Proszę, proszę, kto się zjawił ?- z powrotu nici, znajomy głos wyrwał ją z Ziemi.
Podniosła się na łokciach. Wydała z siebie westchnienie ulgi, gdy zobaczyła znajomą twarz.
-Lain..
-Nawet kojarzysz fakty, imponujące.
-Przepraszam, że ...
-To ty umiesz przepraszać, jestem pełen podziwu dla jaśniepani!
-Czy wszystko dobrze?- zapytała niepewnie, podnosząc się z ziemi.
-Naszego świata już niedługo nie będzie, a ty pytasz, czy wszystko dobrze ?! Zostawiłaś nas ! Jak tchórz uciekłaś, gdy dowiedziałaś się czym jesteś. TAK ! To ty jesteś tym potworem, który zabrał korzenie kwiatom ! Teraz już nigdzie i nigdy nie pójdą. Ty jesteś tym czymś, co napadło na naszą wioskę...
-Lain, proszę cię wysłuchaj mnie ! - wstrząsną nią szloch.
-Nie ! Już dosyć ! - odwrócił się i zaczął się oddalać.
-Ty nie rozumiesz ... - chwyciła go za rękaw.
-Zostawiłaś nas na śmierć ! - wyrwał się, chwycił jej nadgarstek i mocno ścisną. W oczach Anet znowu pojawiły się łzy. To bardzo bolało.
-Puść mnie ! Sprawiasz mi ból !- skowyczała.
-Zasłużyłaś na niego- puścił ją, a ona upadła. - Teraz jesteś dla nas niczym. Możesz odejść i nigdy nie wracać...
-To moja kraina- rozpacz i gniew szalał w dziewczynie.- I nie zamierzam jej zostawić.
-Już to zrobiłaś ! Zostawiłaś krainę i jej mieszkańców na śmierć ! Zostawiłaś mnie....
-Nigdy was nie zostawiłam, a w szczególności ciebie....- wyszeptała.
-Tak długo cię nie było... Czekałem na ciebie jak głupi, wierząc, że wrócisz, że wygramy i  końcu będziemy razem... A Kapelusznik... czekał dzień i noc... Jesteśmy tacy naiwni...
-Lain... Przyszedł Niall, miał dla mnie wiadomość, ale poparzyłam go, nie wiem jak.
- Ja wiem...
-Powiedz mi- nalegała, ale chłopak zaczął się oddalać.-Musiałam sobie poradzić z tą sytuacją..
-Ty musiałaś sobie poradzić, a Kapelusznik nie żyje !!! I to przez Ciebie !!
- Co ?....
-Lucyfer go spalił.........

_______________________________________________________________________________

W ciul czasu mnie nie było, aleee ... Mam betę ! Od dzisiaj przy blogu będzie mi pomagać Andżelika xx


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz