Widziałam jak płomienie są coraz bliżej jej nieruchomej postaci... Dym stawał się coraz gęstszy. Jego wielka chmura zasłoniła cały przerażający obraz. Jej piękna blada twarz wyglądała tak spokojnie...
Ogień pochłoną jej drobne ciało- i tak oto skończyła się, jakby się mogło wydawać nasza historia.
~
Dopalały się szczątki drzew.Pojawili się wszyscy, którzy towarzyszyli jej od początku wyprawy. Nie wiem skąd przybyli... na ich twarzach malował się smutek i ogromny żal. Przed nich wystąpił Kapelusznik, który wolnym żałobnym krokiem, szedł ku miejscu, w którym leżała Anet. Zatrzymał się... Jego wielkie oczy przepełniły się rozpaczą. Powoli zdjął z głowy swój cylinder i ścisnął jego brzegi obiema rękami, jakby odczuwał ogromny ból.
Trzaskanie dopalanego drewna i szlochy istot wypełniały ciszę....
-Nasza nadzieja ... ona...-wyszeptał ktoś z tłumu, jednak emocje były zbyt wielkie by dane mu było skończyć.
Był już wieczór i prawie wszyscy opuścili miejsce żalu.. Został tylko on.
-To moja wina... To ja zgotowałem jej ten los...- wyszeptał.
***Perspektywa Anet.***
Dym wypełniał moje płuca. Piekące łzy spływały po moich policzkach, powieki stawały się coraz cięższe.. Podrażnione oczy nie widziały nic, prócz rozmazanego obrazu. Biegłam na oślep. Byle do jasnego punktu. Moje ramie zadawało mi niemały ból. Udało mi się wydostać z morderczej pułapki, jednak cała moja siła mnie opuściła. Bezradnie padłam na kolana, patrząc jak moją sukienkę plami krew. Nie chciałam tutaj być. Nie chciałam tak tego skończyć. Żałowałam, że się znalazłam w tym miejscu. Tak bardzo chciało mi się płakać. Bezradność mnie przytłoczyła. Dym był coraz bardziej duszący, ledwo łapałam powietrze. Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Siedziałam za blisko, ścisnęłam ramię i próbowałam odsunąć się jak najdalej. Dławiłam się wszechobecnym dymem. Nie miałam siły z tym walczyć. Poddałam się. Opary ogłupiły mój umysł, osunęłam się na ziemię, czekając na śmierć. Czułam zbliżające się ciepło i ciemność... Resztę pamiętam jak przez mgłę... Ogień przypalał moją suknię, pamiętam jasną postać, która była przy mnie. Była prześliczna.
-Wszystko będzie dobrze- usłyszałam. I oślepiło mnie światło.
***
Anet obudziła się w śnieżnobiałej pościeli. Jej ramię dalej bolało, miała teraz na nim miękki bandaż.Usiadła na skraju łoża. Jej ubranie zastąpiła zwiewna, zielona sukienka. Jest w niebie? Wyjrzała przez okno, jej oczom ukazała się wioska dziwnych baśniowych istot. Były idealnie piękne miały spiczaste uszy, niektóre miały skrzydła, a dookoła panowała zieleń.
Wyszła na zewnątrz.Elfy, otoczyły ją, przyglądając się z zaciekawieniem. Mówili miedzy sobą w swoim języku. Było to niezwykłe- ranna dziewczyna rozumiała co mówią. Najładniejsza z Elfickich dziewcząt podeszła do niej przyglądając się nadal krwawiącej ręce. W całej wiosce, panowała lekka atmosfera radości i szczęścia, jednak od kiedy Anet wyszła z uleczalni, atmosfera zrobiła się tajemnicza, a wokoło panowała cisza. Elf przyglądający się jej ranie, wskazał gestem aby szła za nim. Była to przepiękna istota o imieniu Stella.
Widać było, że martwi się czymś, co miało nastąpić. Na pierwszy rzut okna, dało się zauważyć, że nie przepada za ludźmi, ale w takim razie dlaczego pomogła ludzkiej istocie? Wszystko się wyjaśniło, gdy do chatki wszedł przecudowny młodzieniec. Nie był Elfem, a jednak Stella zwróciła się do niego "bracie" . Zastanawiająca kwestia... Jakież było zdziwienie, chłopaka, gdy ujrzał człowieka i to w dodatku tak piękną kobietę. Miał bardzo głębokie spojrzenie, można było utonąć w jego prawie czarnych oczach... Złote, krótsze włosy lśniły w świetle, a grzywka opadała na prawe oko. Był idealny... Elf zapytał młodzieńca, gdzie był, czy są jakieś wieści o "czarnym kruku", przy okazji opowiedziała o dziewczynie. Z dialogu, Anet dowiedziała się, że chłopak ma na imię Lain . Głos miał słodki jak miód. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć, przecież jest we śnie, nie może się zakochać, nie tutaj, nie teraz... A jednak. Zaskoczyła gospodarzy, odzywając się w ich języku.
- Dziękuję za gościnę oraz za pomoc, gdyby nie ty, spłonęłabym. Przepraszam, ale lepiej będzie jeżeli już was opuszczę.- miała nadzieję, że odejście ułatwi jej zakończenie tego co zaczęło się dziać w jej sercu.
-Jesteś naszym gościem, nie pozwolimy ci odejść w takim stanie- odpowiedział chłopak, wskazując na jej bandaż. Dziewczyna biła się z myślami, jednak została. Chciała stłumić w sobie uczucia, dlatego gdy Lain chciał nawiązać rozmowę, od razu ją ucinała, krótkimi odpowiedziami i brakiem zainteresowania. Widziała, że to zabolało chłopaka, ją też to bolało, ale to było jedyne wyjście. Wstała i poszła za Stellą, która pokazała jej gdzie ma spocząć. Była noc, ale Anet nie spała, była we śnie... tutaj nie można spać. Przysłuchiwała się jak gra wiatr i czekała na blask dnia...
___________________________________________________________________________
Zakochałeś/zakochałaś się we śnie? Biedactwo, zniknie sen, zniknie miłość, a Tobie pozostanie tylko pustka...




.jpg)
