środa, 29 maja 2013

Rozdział 5.


Widziałam jak płomienie są coraz bliżej jej nieruchomej postaci... Dym stawał się coraz gęstszy. Jego wielka chmura zasłoniła cały przerażający obraz. Jej piękna blada twarz wyglądała tak spokojnie...
Ogień pochłoną jej drobne ciało- i tak oto skończyła się, jakby się mogło wydawać nasza historia.

~

Dopalały się szczątki drzew.Pojawili się wszyscy, którzy towarzyszyli jej od początku wyprawy. Nie wiem skąd przybyli... na ich twarzach malował się smutek i ogromny żal. Przed nich wystąpił Kapelusznik, który wolnym żałobnym krokiem, szedł ku miejscu, w którym leżała Anet. Zatrzymał się... Jego wielkie oczy przepełniły się rozpaczą. Powoli zdjął z głowy swój cylinder i ścisnął jego brzegi obiema rękami, jakby odczuwał ogromny ból.

Trzaskanie dopalanego drewna i szlochy istot wypełniały ciszę....
-Nasza nadzieja ... ona...-wyszeptał ktoś z tłumu, jednak emocje były zbyt wielkie by dane mu było skończyć.
Był już wieczór i prawie wszyscy opuścili miejsce żalu.. Został tylko on.
-To moja wina... To ja zgotowałem jej ten los...- wyszeptał.

***Perspektywa Anet.***
Dym wypełniał moje płuca. Piekące łzy spływały po moich policzkach, powieki stawały się coraz cięższe.. Podrażnione oczy nie widziały nic, prócz rozmazanego obrazu. Biegłam na oślep. Byle do jasnego punktu. Moje ramie zadawało mi niemały ból. Udało mi się wydostać z morderczej pułapki, jednak cała moja siła mnie opuściła. Bezradnie padłam na kolana, patrząc jak moją sukienkę plami krew. Nie chciałam tutaj być. Nie chciałam tak tego skończyć. Żałowałam, że się znalazłam w tym miejscu. Tak bardzo chciało mi się płakać. Bezradność mnie przytłoczyła. Dym był coraz bardziej duszący, ledwo łapałam powietrze. Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Siedziałam za blisko, ścisnęłam ramię i próbowałam odsunąć się jak najdalej. Dławiłam się wszechobecnym dymem. Nie miałam siły z tym walczyć. Poddałam się. Opary ogłupiły mój umysł, osunęłam się na ziemię, czekając na śmierć. Czułam zbliżające się ciepło i ciemność... Resztę pamiętam jak przez mgłę... Ogień przypalał moją suknię, pamiętam jasną postać, która była przy mnie. Była prześliczna.
-Wszystko będzie dobrze- usłyszałam. I oślepiło mnie światło.

***

Anet obudziła się w śnieżnobiałej pościeli. Jej ramię dalej bolało, miała teraz na nim miękki bandaż.Usiadła na skraju łoża. Jej ubranie zastąpiła zwiewna, zielona sukienka. Jest w niebie? Wyjrzała przez okno, jej oczom ukazała się wioska dziwnych baśniowych istot. Były idealnie piękne miały spiczaste uszy, niektóre miały skrzydła, a dookoła panowała zieleń.


Wyszła na zewnątrz.Elfy, otoczyły ją, przyglądając się z zaciekawieniem. Mówili miedzy sobą w swoim języku. Było to niezwykłe- ranna dziewczyna rozumiała co mówią.  Najładniejsza z Elfickich dziewcząt podeszła do niej przyglądając się nadal krwawiącej ręce.  W całej wiosce, panowała lekka atmosfera radości i szczęścia, jednak od kiedy Anet wyszła z uleczalni, atmosfera zrobiła się tajemnicza, a wokoło panowała cisza. Elf przyglądający się jej ranie, wskazał gestem aby szła za nim. Była to przepiękna istota o imieniu Stella.

 Widać było, że martwi się czymś, co miało nastąpić. Na pierwszy rzut okna, dało się zauważyć, że nie przepada za ludźmi, ale w takim razie dlaczego pomogła ludzkiej istocie? Wszystko się wyjaśniło, gdy do chatki wszedł przecudowny młodzieniec. Nie był Elfem, a jednak Stella zwróciła się do niego "bracie" . Zastanawiająca kwestia...  Jakież było zdziwienie, chłopaka, gdy ujrzał człowieka i to w dodatku tak piękną kobietę. Miał bardzo głębokie spojrzenie, można było utonąć w jego prawie czarnych oczach... Złote, krótsze włosy lśniły w świetle, a grzywka opadała na prawe oko. Był idealny... Elf zapytał młodzieńca, gdzie był, czy są jakieś wieści o "czarnym kruku", przy okazji opowiedziała o dziewczynie. Z dialogu, Anet dowiedziała się, że chłopak ma na imię Lain . Głos miał słodki jak miód. Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć, przecież jest we śnie, nie może się zakochać, nie tutaj, nie teraz...  A jednak. Zaskoczyła gospodarzy, odzywając się w ich języku.
- Dziękuję za gościnę oraz za pomoc, gdyby nie ty, spłonęłabym. Przepraszam, ale lepiej będzie jeżeli już was opuszczę.- miała nadzieję, że odejście ułatwi jej zakończenie tego co zaczęło się dziać w jej sercu.
-Jesteś naszym gościem, nie pozwolimy ci odejść w takim stanie- odpowiedział chłopak, wskazując na jej bandaż.  Dziewczyna biła się z myślami, jednak została. Chciała stłumić w sobie uczucia, dlatego gdy Lain  chciał nawiązać rozmowę, od razu ją ucinała, krótkimi odpowiedziami i brakiem zainteresowania. Widziała, że to zabolało chłopaka, ją też to bolało, ale to było jedyne wyjście. Wstała i poszła za Stellą, która pokazała jej gdzie ma spocząć. Była noc, ale Anet nie spała, była we śnie... tutaj nie można spać. Przysłuchiwała się jak gra wiatr i czekała na blask dnia...

___________________________________________________________________________

Zakochałeś/zakochałaś się we śnie? Biedactwo, zniknie sen, zniknie miłość, a Tobie pozostanie tylko pustka...

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 4.

Znowu miała na sobie błękitną sukienkę

 Zauważyła, że ma również czarny płaszcz, dokładnie taki sam jak miał jej przeciwnik. Stała na środku polany lecz to nie było to samo miejsce, w którym była jeszcze chwile temu.. Nie wiadomo jak się tam znalazła.Kapelusznika nigdzie nie było, a przecież to on rozpętał to wszystko. Dźwięk zbroi rozproszył ciszę.  Pojawiło się wojsko kart z włóczniami. Ich zbroje wybijały równy rytm. Oto kolejne marzenie... Musiała uciekać aby uratować życie. Lubiła adrenalinę, chociaż muszę przyznać, że na co dzień była dosyć spokojna. Zaczęła biec w stronę szybko rosnącego lasu. Było to daleko, a las wydawał się z każdym krokiem oddalać. Nie mogła dalej biec, zmęczone mięśnie jej na to nie pozwalały, ale pojawił się czarny koń. To był Brego, z jej ulubionego filmu. Szybko dosiadła zwierzę i pojechała w stronę schronienia. Brego to bardzo szybki koń. Momentalnie znaleźli się przy lesie. Wydawało się, że gdzieś zgubili wojsko kart. Odetchnęła z ulgą. Czuła niezwykłe szczęście, gdyż nic już nie zagraża jej bezpieczeństwu. Założyła kaptur na głowę i dały się słyszeć znajome dźwięki, to znowu armia... Niestety chaszcze były zbyt gęste żeby mogła tam pojechać. Zsiadła z konia, pogłaskała go i wyszeptała
-Dziękuję przyjacielu.
 Po czym wbiegła do lasu. Gęsto rosnące rośliny Poszarpały i podarły jej ubrania, ale to nic, musiała jakoś ratować życie. Biegła między drzewami, słysząc coraz głośniejszy rytm stali. Było ciemno, dziewczyna biegła na oślep, schroniła się za dużym drzewem, liczyła na chwilę odpoczynku, miała nadzieję, że bieg już się zakończył jednak jeden z żołnierzy rzucił stalową włócznię, a ta zadrapała prawą rękę naszej bohaterki. Nie zadawałyśmy  sobie sprawy, że w tym śnie może jej się stać jakakolwiek krzywda- a jednak. Cóż miała zrobić? Ścisnęła ramię z wielkim bólem i pobiegła dalej. Rana bardzo krwawiła, czuła jak po palcach spływa jej krew. Resztkami sił wybiegła z boru, który natychmiast spłoną, zabierając ze sobą mordercze wojsko. Anet krztusiła się dymem, ale nie miała siły żeby postawić chociaż krok. Padła na kolana ze łzami w oczach, widziałam jak  bardzo żałuje, że tu jest. Jej sukienka nie była już tak piękna, jak parę chwil temu. Teraz przyozdabiały ją małe plamki krwi. Dym zaczął coraz bardziej zajmować jej płuca. Chciałam podbiec do niej, ale niewidzialna ręka nie pozwalała mi się ruszyć. Kaszlała, starając się odsunąć od ognia, ale nie udało jej się... Osunęła się na ziemię nieprzytomna. Płomienie rozprzestrzeniały się, również w kierunku Anet. Jeszcze moment i strawi ją piekielny ogień, który sama na siebie ściągnęła.

___________________________________________________________________________

Śmierć będzie dla nas poważną stratą... Spoczywaj w pokoju.

wtorek, 14 maja 2013

Rozdział 3.



W jednej sekundzie zniknęło wszystko. Nie było gitary,ani sceny,  a ona sama upadła na ziemię. Dosyć mocno się uderzyła, zdezorientowana, powoli wstała.Wszyscy byliśmy mocno zszokowani, tym co się stało. Obydwie zauważyłyśmy, że postacie gdzieś zniknęły.Okazało się, że została kompletnie sama. Na niebie znowu pojawiły się złowrogie chmury. Rozglądała się wokoło. W końcu dostrzegła rysy postaci podobnej do człowieka. Miał na sobie czarny płaszcz do ziemi i kaptur na głowie.

 Czyżby Szalony Kapelusznik chciał spełnić jej kolejne marzenie o heroicznej walce dobra ze złem? Wygląda na to, że tak. On jest na prawdę szalony...
Jej sukienkę zastąpił, śnieżnobiały, przylegający do ciała kostium. Obok jej nogi leżała maska oraz miecz. Założyła maskę, mocno chwyciła miecz i przybrała bojową pozę, dziewczyna czekała na ruch przeciwnika. Spod jego czarnego płaszczu, błysną wielki miecz. Przeciwnik szybko zmierzał w jej stronę, pewnym krokiem. Anet poczuła narastający w niej strach, przerażenie, stres,ale również pewność siebie, swoich ruchów, spełniało się jej marzenie, więc zagościły głęboko skrywana radość oraz satysfakcja. Podniosła ku niebu miecz, zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech, zaufała sile broni, sile jej umysłu.
-Ufam Tobie Boże... - tyle zdążyła powiedzieć kiedy zło uderzyło jakby się mogło wydawać całą swoją siłą o miecz bohaterki. Lekko straciła równowagę, ale szybko się pozbierała. Biegnąc na przeciw tajemniczego przeciwnika zadała cios. Niestety nie był on celny. Walka była zacięta. Zaczął padać deszcz. Anet traciła siły,postać zadała bardzo mocny cios. Dziewczyna upadła w błoto, wypuszczając miecz. Nie mogła się podnieść. Wiedziała, że musi znaleźć w sobie resztki sił. Mobilizowała się, ale widziałam, że nie jest jej łatwo.Strach, który w niej był, opanował jej całe ciało. Mimo deszczu zauważyłam łzy na jej brudnych policzkach. Wiedziała, że jeżeli teraz się podda, nigdy nie spełni swoich marzeń i zginie we śnie.  Zebrała się w sobie, wstała, wzięła miecz. Mocno zdeterminowała, kroczyła w stronę pana w kapturze. Jej ubranie nie było już śnieżnobiałe, cała brudna zrzuciła maskę, deszcz spłukał błoto z jej twarzy. Z pełną siłą ruszyła na przeciwnika. Znalazła jego słaby punkt i wykorzystała go.  Człowiek padł na kolana,a Anet miała właśnie zadać ostateczny cios, jednak on rozpłynął się jak mgła... Przecięła mieczem powietrze, po czym upadła. Wykończona rozejrzała się wokół siebie. Ludzie, zwierzęta, wszyscy powoli wyglądaliśmy ze swoich kryjówek. Bardzo powoli z nich wychodziliśmy. Niebo wciąż było szare, ale deszczu już nie było. Podszedł do niej Kapelusznik. Na jego twarzy malowała się dziwna pustka, jakby był nieobecny duchem. Uśmiechną się słabo.
-Jesteś o wiele mniej bardziej niż byłaś kiedyś... Słabniesz... - wyszeptał tajemniczo.
Anet podniosła się z ziemi, jeszcze raz rozejrzała się i spytała.
-Ja już tu byłam prawda?... - to był ledwo słyszalny szept.Kapelusznik lekko skiną głową w odpowiedzi.
Spojrzała na nas.
-Jesteś naszą nadzieją Anet. Twoje marzenia są naszym ratunkiem...

_____________________________________________________________________________

Koszmar właśnie się zaczął. Nawet nie wiesz jakie piekło rozpętałeś/rozpętałaś. Możliwe, że już nie obudzisz się z tego snu...

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 2

W jednym momencie znalazła się w niezwykłym miejscu. Miała na sobie niebieską sukienkę, pod kolor oczu i czarne pantofelki.

 Nie miałyśmy pojęcia, gdzie się znajduje. Dookoła widziała rzeczy tak dziwne, że sama nie mogła uwierzyć, w to co widzi. Kwiaty były wysokie jak drzewa, miały przeróżne kształty, łodygi były stanowczo za cienkie, a kielichy zbyt rozłożyste. Trawa sięgała jej pasa i nie była tak gęsta jak to jest w normalnym świecie. Przed sobą miała udeptaną, ziemną drogę. Ciemno-granatowe chmury na niebie wyglądały dosyć wrogo. Anet niepewnym krokiem ruszyła wzdłuż szlaku. Panowała idealna cisza... Nie musiała iść długo,a jej oczom ukazały się postacie z jej ulubionej bajki z dzieciństwa.
Szalony Kapelusznik, Marcowy Zając, Biała Królowa, Królowa Kier ze świtą, śmieszni bliźniacy oraz wiele, wiele innych.Byli tacy realistyczni...  Wszyscy byli w świetnych humorach. Niepewnie do nich podeszła. Rozmowy natychmiast ucichły. Każdy patrzył na nią wzrokiem bez wyrazu. Powoli zbliżył się do niej Kapelusznik. Stanął naprzeciwko niej i odrzekł tajemniczym głosem :
- Witaj w domu. - Po czym posłał jej szeroki uśmiech. Co to miało znaczyć? Przecież była tu pierwszy raz.  Nie odstąpił  jej na krok. Każdy znał jej imię, co nie wydawało się dziwne-w końcu była w swoim śnie. Mogła kontrolować wszystko, co się tam działo.Z nieba zniknęły ciemne chmury, a zawitało słońce. Widziała już tę krainę... Nie we śnie, ale na obrazie. Czuła się trochę dziwnie, nieswojo. Nawet we śnie była nieobecna myślami.
 Podczas rozmowy z Kapelusznikiem z ziemi wyrosła dosyć duża scena, a wszyscy w jednym momencie zamilkli. Nikt nie wiedział co się dzieje. Dziewczyna pytającym wzrokiem spojrzała na przyjaciela.
-Spełnimy twoje marzenia Anet.- Powiedział cicho i zabrzmiało to jak groźba.
Jednak Anet pewnym krokiem weszła na scenę. Rozejrzała się dookoła i spostrzegła gitarę.  Wzięła instrument i mimo, że na co dzień nie umiała grać,świetnie jej szło. Wczuła się w muzykę, każdy dźwięk szedł prosto z serca, to było na prawdę piękne. Była szczęśliwa jak jeszcze nigdy dotąd, mimo, że  to tylko sen. Przez myśl przeszło jej, że nie chciałaby wracać do starego życia. Trochę przeraża mnie jej tok myślenia... Była na prawdę szczęśliwa... Ale nie wiedziała co ją czeka...

_____________________________________________________________________________

Jesteś tam... ale nie jesteś świadomy co się zaraz stanie. Nie boisz się? Powiem Ci, że nawet dobry sen, potrafi przemienić się w koszmar...

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 1


Witaj Czytelniku, miło, że jednak jesteś. Chciałabym Ci kogoś przedstawić-pewną dziewczynę o imieniu Anet. Jak widzisz jest średniego wzrostu, ma piękne, lekko kręcone, kruczo-czarne włosy do ramion. Pewnie zdążyłeś/zdążyłaś zauważyć, że jej szaro-niebieskie oczy są niezwykle hipnotyzujące. Mogę Ci zdradzić, że mieszka sama w małym miasteczku. I mimo tego, że zawsze się uśmiechała i była przyjaźnie nastawiona do ludzi, była typem samotnika. Podsumowując: jest to prześliczna osóbka o pełnej kontrastów osobowości.  

~

Anet uczy się w ostatniej klasie liceum, w samym centrum jej miasta. Tu prawie zawsze padał deszcz i było zimno, ponuro. Nasza historia zaczyna się zupełnie normalnie. Nic nadzwyczajnego. Najzwyklejsza lekcja plastyki.. Nauczycielka poprosiła nas abyśmy narysowali jedno ze swoich marzeń. Miało być to przedstawione w niezwykły sposób. Wszyscy nasi rówieśnicy oddali rysunki wraz z ukończeniem lekcji, jednak ona oddała pustą kartkę. Odbyła rozmowę z nauczycielką i obydwie uzgodniły, że pracę narysuje w domu i przyniesie następnego dnia. Na jej twarzy malowało się zmęczenie,więc wyszła ze szkoły i postanowiła poszukać inspiracji w parku.  Jednak było zbyt zimno i dziewczyna szybko zmieniła zdanie. Zniechęcona weszła do mieszkania i od razu udała się do swojego pokoju. Usiadła przy biurku, spojrzała na gigantyczny korek za oknem i czekała aż natchnie ją wena twórcza. Niestety to tylko sprawiało, że Anet stała się bardziej zmęczona. Wzięła słuchawki, włączyła muzykę i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy w nadziei, że pomysł sam przyjdzie. Przyszedł tylko sen, deszcz i coś czego się nie spodziewaliśmy...

_______________________________________________________________________________

 To jest ostatnia możliwość czytelniku... Możesz zostać, możesz wyjść... Tam gdzie się udajemy, nie ma ucieczki, ani wyjścia, a jedyną granicą wyobraźni, będzie ta, którą sam postawisz.

czwartek, 2 maja 2013

Słowem wstępu ode mnie.

Witaj w świecie, który jest przeciwieństwem realnej rzeczywistości... Znajdujesz się w świecie, który przeniesie Cię Drogi Czytelniku, w najciemniejsze zakątki twojej wyobraźni. Staniesz się głównym bohaterem. Będziesz walczył/walczyła z przeciwnościami losu oraz granicami, których nie da się przekroczyć.... Zaryzykujesz? Chcesz zobaczyć, jak potoczą się Twoje losy? Zapraszam.